Trener personalny

BLOG - trener personalny

zapraszam na mojego bloga
Trener personalny - Poznań
Zapraszam do treningów pod moim okiem w moim studio we Wrześni

Perfect Facebook Like Box Sidebar

Home W mediach Wywiad dla Sportowego Forum Dyskusyjnego
Wywiad dla Sportowego Forum Dyskusyjnego Email

"ANDRZEJ BRZEZIŃSKI - PO 40-TCE FACET WIE" - zobacz więcej na stronach forum


Rozmawialiśmy z nim kilka godzin po powrocie z Mistrzostw Świata 2003 w jego klubie we Wrześni.

 

Zadebiutował w roku 2000.
Trzykrotny pod rząd (2001-2003) Mistrz Polski Weteranów młodszych.
Na Mistrzostwach Świata zajmował kolejno:
rok 2000 miejsce 7,
rok 2001 miejsce 6,
rok 2002 miejsce 3,
rok 2003 miejsce 3

Człowiek, którego nie można nie zauważyć. Potężna budowa, prawie 130 kilogramów w okresie przygotowawczym, a na starcie grubo powyżej 110 kilogramów czystej masy mięśniowej.

Andrzej Brzeziński.

Co było przed kulturystyką?


Andrzej Brzeziński: Przed kulturystyką...długo, długo nic nie było.
Zajmowałem się kolarstwem, pływaniem i kajakarstwem. Największe sukcesy osiągałem jednak w kolarstwie. Najpierw w młodzikach były „małe wyścigi pokoju” w Poznaniu, potem juniorzy i prawie seniorzy.
Były to czasy takich zawodników, jak Szurkowski. Właśnie w tych latach i ja się ścigałem. W kolarstwie jednak nie zawsze jest tak, że ten kto wygrywa jest najlepszy.

„SdW”: Jak miały się te wcześniejsze rodzaje aktywności sportowej do Twojego wyglądu zewnętrznego? Czy zanim zainteresowałeś się kulturystyką również dbałeś o sylwetkę?

Andrzej Brzeziński: W tamtych czasach kulturystyka nie była specjalnie znana w Polsce. Był wtedy praktycznie jeden człowiek w Poznaniu na Starym Mieście, który się nazywał Henryk Szczepański. On zwrócił nieco moją uwagę.

Sama kulturystyka zainteresowała mnie dopiero, kiedy byłem już dojrzałym mężczyzną, miałem wtedy 35 lat. Zauważyłem wtedy choćby przeglądając fotografie sprzed lat i porównując swój wygląd w lustrze, że mój wygląd dość mocno odbiega od dawnego. Postanowiłem nie pozostawać biernym obserwatorem tych zmian. Trzeba było działać.

„SdW”: Czy ktoś Cię poprowadził, instruował?

Andrzej Brzeziński: Niestety nie było wtedy takich ludzi. Praktycznie od kilkunastu lat dopiero są ludzie, którzy na tym się znają. Owszem były Winogrady, których jednak nie znałem wtedy jeszcze. Zacząłem trenować w domu. Potem była Poznania, taka sala niedaleko Winorgadów. Tam uzyskałem pewną pomoc. Kolejno przyszedł czas na Wrześnię. Poszukałem sobie siłowni tutaj. I tak na własną rękę, korzystając z książek i czasopism układałem kolejne programy treningowe.

„SdW”: Rozumiem, że nie zakładałeś wtedy, że kulturystyka ma stać się dla Ciebie sportem uprawianym wyczynowo?

Andrzej Brzeziński: Ależ skąd. W zasadzie taka myśl zaświtała dopiero po spotkaniu z Radkiem Słodkiewiczem na Winogradach. Ktoś pokazał mi go, porozmawialiśmy o tym i stwierdził on, że warto bym się pokazał, wystartował w zawodach.
Od tego czasu zacząłem myśleć o tym, by faktycznie pokazać się w Debiutach kulturystycznych. Miałem za sobą już osiem lat systematycznych treningów i pod okiem Radka rozpocząłem przygotowania do startu.

„SdW”: Tak więc nie zdawałeś sobie sprawy zaczynając przygodę z treningiem na siłowni, do czego Cię on doprowadzi?

Andrzej Brzeziński: Nie. Zupełnie nie.

„SdW”: Opowiedz proszę o tych Debiutach.

Andrzej Brzeziński: Jestem z natury człowiekiem skromnym i nieśmiałym. W związku z tym moje wyjście na te Debiuty było poważnym „wyczynem”.
Poza tym jestem troszkę pechowcem. Rok wcześniej na tej samej imprezie w mojej kategorii wystartowało ośmiu zawodników, więc pomyślałem sobie, że w takiej stawce może uda mi się nie być ostatnim.
Kiedy wreszcie zdecydowałem się na start, okazało się, że przyjechało...23 zawodników. Ostatecznie zająłem 4 miejsce.
Następnie było zaliczyłem kilka startów, aż wreszcie przygotowałem, także z pomocą Radka do Mistrzostw Polski. Byłem na nich drugi za słynnym Mirkiem Daszkiewiczem. W tym samym roku pojechałem do Emiratów Arabskich na Mistrzostwa Świata, gdzie wywalczyłem miejsce 7 na 13 startujących. To był rok 2000. Od tego czasu co roku startuję, regularnie przygotowuję się do „czegoś”.

„SdW”: Pytanie osobiste: Czy zarabiasz na kulturystyce, czy dokładasz do niej?

Andrzej Brzeziński: W Polsce jest raczej tak, że mało kto naprawdę zarabia na tym sporcie, a jeśli już uda mu się zarobić jakiś „grosz” to i tak przeznacza go na dalsze jej uprawianie. To takie „zamknięte koło”

„SdW”: A Twój sklep z odżywkami dla sportowców?

Andrzej Brzeziński: To właśnie wymyśliłem w podobnym celu. Finanse pozyskiwane dzięki niemu miały pomagać mi w uprawianiu kulturystyki wyczynowej. No i oczywiście, jako właściciel sklepu mogę kupować dla siebie odżywki po cenach hurtowych, a więc nieco taniej.

„SdW”: Otworzyłeś niedawno klub (w tym samym miejscu, co sklep – 3 duże sale z nowiutkim, wysokiej klasy sprzętem), czego oczekujesz po tym przedsięwzięciu? Co to zmienia w Twoim życiu?

Andrzej Brzeziński: Przede wszystkim daje mi komfort psychiczny. Sprawdziło się to już przed ostatnimi Mistrzostwami Świata, z których wróciłem dziś rano. Jestem raczej konserwatystą w sprawach treningu, mam swoją wizję i przyzwyczajenia. Do ich realizacji potrzebuję odpowiedniego sprzętu i teraz już go posiadam. W czasach, kiedy sporo klubów się zamyka raczej, niż otwiera jestem jednak optymistą. Pragnę prowadząc ten klub połączyć przyjemne z pożytecznym.

„SdW”: Powiedz jak upływające lata wpływają na Twoje podejście do sportu wyczynowego i do uprawiania kulturystyki w ogóle?

Andrzej Brzeziński: W moim przypadku i nie tylko, bo obserwuję podobne stany u znacznie młodszych zawodników występują chwile zwątpienia. „Dołki” kiedy człowiek żałuje, że to robi. Jednak tych chwil przyjemności jest znacznie więcej. Po kilku dniach przerwy wracamy do sali treningowej i z zadowoleniem patrzymy w lustro. Zwłaszcza ja, kiedy widzę swoich rówieśników, oczywiście nikogo nie obrażając, ale od razu mam ochotę wracać na siłownię.

„SdW”: Czy czujesz się na wiek, jaki wynika z metryki? A może czujesz się młodszy?

Andrzej Brzeziński: Z pewnością tak, choć uważam, że sukcesem jest już zachowanie wyglądu na miarę wieku, by nie wyglądać na więcej, niż się rzeczywiście ma lat.

„SdW”: Podczas naszej rozmowy na Mistrzostwach Polski w Kazimierzu Biskupim powiedziałeś, że jesteś tam praktycznie „z marszu”. Rozumiem, że Twoim celem podstawowym były Mistrzostwa Świata?

Andrzej Brzeziński: Przygotowałem się do mistrzostw kraju na tyle, na ile pozwalał na to tok przygotowawczy do Mistrzostw Świata. Do tego stopnia, że dzień wcześniej wykonałem normalny trening. Wiedzieli o tym wszystkim moi konkurenci i jakby chcąc to wykorzystać przygotowali życiowe formy (tutaj uśmiech). Osobiście nie widziałem ich jeszcze w tak wspaniałej formie. Mimo wszystko nie odczułem wielkich problemów podczas walki z nimi.
Problemem był tylko mój niedosyt, gdyż jadąc na zawody wiedziałem, że nie mogę być przygotowany do nich na 100% i tak, jak bym sobie tego życzył.

„SdW”: Jak wyglądały ostatnie dni, przed najważniejszą dla Ciebie imprezą? Jak spędziłeś czas od mistrzostw w Kazimierzu?

Andrzej Brzeziński: Spędziłem je w zasadzie w dwóch miejscach, na bieżni i na siłowni. Trenowałem trzy razy dziennie. Rano aerobik, w południe trening i po południu znów „aeroby”. Fakt, że posiadam teraz w klubie bieżnię, wykorzystałem to do zmiany typu ćwiczeń aerobowych, co wpłynęło na mnie myślę korzystnie.
Zmieniłem także system przygotowań pod kątem diety. Zamiana ta najwyraźniej była dobrym posunięciem. Ostatnie lata przygotowywałem się w ostatnich dniach „ładując” tłuszcze, a teraz zamieniłem ten proces na ładowanie węglowodanami.
Sprawiło to, że nie czułem zmęczenia, byłem mocniejszy. Ostatnie dwa lata startów podczas podróży, na lotniskach słaniałem się na nogach. Teraz tego nie było.

„SdW”: A trening siłowy bardzo zmieniałeś pod kątem tego startu?

Andrzej Brzeziński: Nie. Starałem się utrzymywać duże ciężary, gdyż gęstość miałem dość dobrą. Bałem się raczej nie o nią, a o zmęczenie wywołane zbyt intensywnym treningiem połączonym z rygorystyczną dietą przedstartową. W związku z tym pozostałem przy treningu metodą klasyczną.

„SdW”: Jakie wrażenia po samych Mistrzostwach Świata?

Andrzej Brzeziński: W mojej kategorii wystąpiło 16 zawodników. Znów można było zaobserwować „przeskok” młodszych do kategorii weteranów, w tym i mistrzowie świata o ile dobrze pamiętam. W każdym razie słyszałem opinie, że były to najmocniejsze od lat zawody tej rangi. Nie jest to tłumaczenie mojej lokaty, bo chyba z brązowego medalu i trzeciego miejsca w świecie nie trzeba się „tłumaczyć”. Prawda jest taka, że większość zawodników nie miała pewności, czy wejdzie w ogóle do finału. Tak wysoki i wyrównany był poziom.

„SdW”: Na pytania komu możesz podziękować wymieniasz w wywiadach swoją rodzinę i praktycznie tylko ją. Rozumiem, że nie uzyskujesz znikąd pomocy, poza najbliższymi?

Andrzej Brzeziński: Dokładnie, ten temat przewijał się już nie raz. W zasadzie nikt mi nie pomaga, a już szczególnie finansowo. Oczywiście mam znajomych i przyjaciół, ale tak naprawdę ciężar mojej kulturystyki dźwiga moja rodzina.
Prawda jest taka, że moja żona na to się zgadza, choć zawsze mogłaby powiedzieć moim poczynaniom stop, pieniążki proszę przelewać do domku, a nie na sport.

„SdW”: Twoje plany na przyszłość?

Andrzej Brzeziński: Owszem, mam takie. I to znów są to plany, jakich się nie spodziewałem. W roku 2004 Polska będzie organizatorem Mistrzostw Europy. Kusi mnie start na nich. Szkoda by było zaprzepaścić taką szansę, ale może się to odbić na moim wyglądzie na Mistrzostwach Świata.
Druga sprawa, że zawsze marzył mi się start w imprezie rangi światowej (europejskiej) właśnie w naszym kraju.
Niesamowitą frajdą będzie pokazać się własnej publiczności na tak poważnych zawodach. To bardzo kusząca sprawa. Mam cztery i pół miesiąca przygotowań, które nie wiem jak się odbiją na moim organizmie. Przygotowanie dwóch szczytów formy w jednym roku nie jest to być może wielka sprawa dla takiego zawodnika, jak np. Radek Słodkiewicz. On pewnie dałby radę nawet „z marszu”. Ja jednak nie jestem już młodzieńcem i mam pewne obawy. Kolejny aspekt, to kwestia finansów.

„SdW”: Czy masz już jakiś konkretny plan tych przygotowań?

Andrzej Brzeziński: Owszem. Z pewnością zrobię to pod kierunkiem Pawła Filleborna, który zaprezentował właśnie na minionych Mistrzostwach Świata wykład o najnowszych metodach. Zainteresował mnie na tyle, że zdecydowałem się przygotować do nadchodzących Mistrzostw Europy ściśle według jego wskazówek.

„SdW”: Czy jest coś co chciałbyś przekazać młodym chłopakom z siłowni? Jakieś uwagi, mądrości?

Andrzej Brzeziński: Jest tego wiele. Mam kontakt z nimi na co dzień, a teraz prowadząc klub nawet silniejszy, niż wcześniej.
Młodzi popełniają wiele błędów treningowych. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to zupełny brak rozgrzewki. Trening rozpoczyna się od razu od ciężkich serii z dużymi obciążeniami. To samobójstwo dla ścięgien i stawów. Wielokrotnie powtarzam: „Usiądź i pokręć choćby pięć minut na rowerku”, „Zrób przynajmniej jedną, dwie serie rozgrzewkowe z niewielkim obciążeniem”.
Kolejna sprawa to nagminna tendencja do stawiania na ilość, a nie na jakość w treningu. Widzę młodego chłopaka, który biega między maszynami po całej sali i robi kilka ćwiczeń pod rząd na biceps, robi tak czasem dwa lub trzy razy w tygodniu. Obserwuję go dłuższy czas, a widząc zupełny brak efektów jego „starań” pytam go w końcu po co to robi? Czy nie widzi, że się zwyczajnie „zajeżdża”?
Polecam gorąco prowadzenie systematycznego dzienniczka treningowego, w którym zapisujemy wszystkie wykonane ćwiczenia i plany, a także nasze odczucia po nich. Sam prowadzę go od początku swoich treningów na siłowni. To niezmiernie ważne, gdyż pozwala śledzić dokładnie swój rozwój i wyłapywać błędy.
Przypomina mi się taka śmieszna historia, kiedy trenowałem wiele lat temu na pewnej siłowni. Dzienniczek treningowy nosiłem ze sobą na salę i notowałem w nim wszystko, co robiłem.
W pewnym momencie zauważyłem w lustrze, że właściciel tego klubu zagląda do mojego zeszytu. Po chwili zorientowałem się (między innymi po jego minie), że prawdopodobnie podejrzewał mnie o liczenie jego klientów. Może wziął mnie za kogoś z konkurencji lub z urzędu skarbowego. Bardzo mnie to ubawiło.

„SdW”: Kończąc naszą rozmowę chciałbym w imieniu redakcji oraz wszystkich Twoich fanów życzyć Ci wielu jeszcze lat udanych startów i satysfakcji z treningów.

Andrzej Brzeziński: Nie podziękuję, by nie zapeszyć.

Z Andrzejem Brzezińskim rozmawiał dla "Sport dla Wszystkich" Michał Sulewski

Foto Michał Sulewski

Publikacja: "Sport dla Wszystkich Kulturystyka i Fitness" styczeń 2004